Ale mam #boldupy o #emerytura…

Kategorie Biznes

Ale mam #boldupy o #emerytura i #podatki w związku z #pracbaza

Całe to zabieranie jest bez sensu. Czemu każdy jest zmuszany, czemu nikt nie może się z tego uwolnić?

Złodziejskie państwo.

I tak patrzę i liczę ile miesięcznie zabierają mi z pensji (5k brutto, na wykopowe warunki BIEDA):

1. Ubezpieczenie zdrowotne – 388,31 PLN/mc = 4059,72 PLN/rok

Ile razy idę do lekarza? Nawet biorąc pod uwagę wizyty u alergologa, których jest ok. 6 rocznie, gdyby każda z nich była za 150zł to wydałbym razem 900zł + ze dwa razy max. u pierwszego kontaktu za 100zł to mamy 1 100zł i jeszcze ewentualnie jakiś specjalista za 250 to mamy 1 350zł rocznie wydane na lekarzy.Nie wspominając o dentyście, który wg. mnie na NFZ nie istnieje. Jedyne co może zaoferować to wyrwanie mi zęba, który da się uratować i to jeszcze z chujowym znieczuleniem, fundując mi cierpienie.
Zostałoby mi w kieszeni 2 710zł rocznie! Znalazłem na szybko prywatne ubezpieczenia od wypadków i zdarzeń losowych, kalkulatory wypluły składki od 40 zł ale rozsądne kwoty „zabezpieczenia” to 75zł miesięcznie (bez „pakietu” wizyt u specjalistów, tylko nagłe wypadki i leczenie w przypadku np. raka). Przy takim rozwiązaniu, rocznie zostałoby mi w kieszeni ok. 1 800zł. To są już małe wczasy albo cokolwiek innego, czym zasiliłbym gospodarkę. Obecnie najdroższe, prywatne ubezpieczenie zdrowotne to wydatek rzędu 245 zł. Finansuje ono dziesiątki specjalistów i setki badań z rezonansem i wizytami domowymi włącznie. Słabo?

2. Ubezpieczenie emerytalne = 488 PLN/mc + pracodawca 488 PLN/mc = 976 PLN/mc = 11 712 PLN/rok

Zakładając 45 lat pracy bez żadnego wzrostu wynagrodzenia i inflacji, odłożę w ZUS jakieś 527 000 PLN, co przy podziale przez 203 (bo tak dzieli ZUS) powinno dać 2 596 PLN brutto emerytury, od której oczywiście zabiorą mi podatek. Aczkolwiek pewnie liczę to źle, bo ZUS ma oczywiście skomplikowany wzór. Podatek od obowiązkowej daniny też jest cyrkiem. MASAKRA!!! To będzie hit – 2 102 PLN na rękę. Głodówka. Nawet jeśli to będzie powiedzmy 5000 na „tamte” pieniądze, to i tak pewnie gówno za to kupię. Poza tym do tego czasu milion razy coś poprzestawiają, poprzekładają i będzie 800zł jeśli w ogóle.
W idealnym świecie uwalnia się pracodawcę od tego dodatkowego kosztu a ja wpłacam sobie 500zł na prywatny fundusz i dzielę tę kwotę w zakresie 75/25 albo 50/50 na „bezpieczne” oszczędzanie i na bardziej ryzykowne albo wpłacam wszystko na „bezpieczne” i po prostu samodzielnie zarządzam swoim majątkiem na emeryturę. W lepszych chwilach dopłacam, w gorszych mniej wpłacam. Ale to ja jestem sterem swojej przyszłości, nie mam żadnego przymusu. Jak sobie pościelę, tak się wyśpię.
Prosty kalkulator pierwszej firmy z brzegu z Google, przy zerowych stopach zwrotu przewiduje, że przy wpłatach rzędu 500zł miesięcznie mogę otrzymywać 1 600 PLN przez 20 lat. Przy zakładanych obecnie przez kalkulatory PPK stopach zwrotu rzędu 3% w trakcie oszczędzania i 2,5% w trakcie wypłat, robi się 2 300 PLN/m-c przez 20 lat. Czyli już więcej niż oferuje ZUS przy praktycznie połowę mniejszej składce! Wkładając do koszyka te 976 PLN, które zabiera państwo, mogę liczyć na wypłatę 3 225 PNL/m-c przez 20 lat. Zmniejszając okres wypłat do 15 lat, bo np. pociągnę pracę do 70-75 r.ź mogę liczyć na dużo większe sumy. Fajnie.

3. Ubezpieczenie rentowe = 75 PLN/mc + pracodawca 325 PLN/mc. = 4800 PLN/rok

To dla mnie absurd. Przez całe życie, pracując do 67 r.ż. utopię 321 600 PLN w pustkę, z której prawdopodobnie nigdy nie skorzystam i która przepadnie. Co więcej na emeryturze dalej płaci się składkę rentową, choć emeryt nie ma szans stać się rencistą. Przynajmniej praktycznie, bo teoretycznie mogłoby się tak stać ale nikomu się to nie opłaca. Świetnie – chamski podatek.
W idealnym świecie za 78 PLN kupuję ubezpieczenie, które od pierwszego dnia niezdolności do pracy wypłaca mi 164zł dziennie. Renta w przypadku młodego pracownika to niewiele ponad 600zł. Uwzględniając dodatek pracodawcy można sobie pozwolić na ubezpieczenie wypłacające 493 PLN DZIENNIE! przy wpłacie rzędu 230 PLN / mc. Fajnie.

4. Ubezpieczenie wypadkowe = Pracodawca 83,50 PLN/mc = 1002 PLN / rok.

Za 83.50 wiele firm dostałoby super ubezpieczenie do samych wypadków przy pracy. Szczególnie jeśli ryzyko jest niewielkie a przecież inaczej kalkuluje się ryzyko wypadku w pracy i drodze do pracy w biurze rachunkowym a inaczej na budowie. Poza tym wchodzi to w skład ubezpieczenia na życie.

5. Fundusz Pracy = Pracodawca 122,50 PLN/mc = 1470 PLN/rok.

Hajs przeznaczany wprost na bezroboli, którzy w teorii mają z tego promocję zatrudnienia, płatne staże i zasiłki. Cała ta działalność związana z „aktywizacją” bezrobotnych to bzdura i bezsens. Trzeba to zlikwidować. Jak ktoś chce pracować to mu PUP nie potrzebny a jak nie chce to żaden PUP nie pomoże. Zmarnowane środki.

6. FGŚP = Pracodawca 5 PLN/mc = 60 PLN/rok

Składka z tytułu niewypłacalności pracodawcy. Wydaje mi się, że ta i powyższe daniny to główne przyczynki upadku niejednego pracodawcy a nie zabezpieczenia wypłat dla pracowników takiego upadającego przedsiębiorcy.

I jak to wygląda? Ja dostaję 3600 PLN do ręki. Mój pracodawca wydaje 6030 PLN na moje miejsce pracy. 376 ZŁ to zaliczka na podatek a reszta to … złodziejski ZUS, który niczego mi nie zapewnia. Czekam latami w kolejkach do specjalistów, na SOR umrę, bo ktoś przyjdzie z katarkiem i nie będą mieli czasu dla mnie a na emeryturze będę jadł szczaw z torów.

Czy ktoś w końcu przerwie tę patologię?

Teraz wyobraźmy sobie wspomniany idealny świat. Mój pracodawca nie jest obciążony żadnymi kosztami mojego zatrudnienia. Musi jedynie w moim imieniu odprowadzić podatek. Zadowolony oferuje mi 6000 PLN brutto, bo może więcej przekazać na wiernego i zadowolonego pracownika. Ja oddaję z tego 500zł na podatek. czyli i tak więcej niż teraz ale podatek można by było zwiększyć.
W ręku zostaje mi 4500zł czyli o 1000zł więcej niż teraz. I wiem, że z tej kwoty muszę zapewnić sobie zdrowie i emeryturę. Stwierdzam, że 3500zł mi wystarczyło, więc 500zł sobie płacę na jakiś-tam swój prywatny fundusz emerytalny i mam spokój, że przez 20 lat po zakończeniu aktywności zawodowej będę spokojnie żył za pieniądze, które odłożyłem. Mam świadomość, że mogę spróbować zrobić coś agresywniej albo coś – oczywiście na własną odpowiedzialność. Państwo oszczędza na armii urzędników, którzy prędzej czy później zasilają swoją pracą gospodarkę w sektorze prywatnym i hajs się kręci.
Drugie 500zł przeznaczam na ubezpieczenie zdrowotne i życiowe. Wiem, że mogę nim zarządzać i jak jestem młody to mogę oszczędzić na ubezpieczaniu wizyt specjalistów albo ograniczyć ich „koszyk” a np. zwiększyć kwoty zabezpieczające mnie przed wypadkami i innymi zdarzeniami losowymi. Znów – mój garnuszek, moja sprawa.

Ale nie… przecież trzeba traktować obywatela jak debila i łupić kosmiczne pieniądze w zamian dając ochłap. Bo i tak 50zł miesięcznie oddaję na ubezpieczenie grupowe u pracodawcy, które przynajmniej działa (pracownicy dostali wypłaty środków po wypadkach) i sram na to, co oferuje państwo. Stoję w tej samej kolejce do lekarza co wszyscy, choć płacę wysoką składkę i nic z tego nie mam. A na emeryturze jak mówiłem, zjem tynk.

I ja wiem ktoś powie – nie każdy tyle zarabia co Ty. Ale jest pełno #programista20k, którzy mieliby jeszcze lepiej. Ci z niższych stanowisk zarobiliby zaś więcej, bo utrzymanie pracownika byłoby tańsze. Pracodawcy mogliby kusić pracowników wzięciem na siebie jakiejś części zabezpieczenia tego codziennego życia, co przecież robią przecież już dzisiaj (karty medyczne, ubezpieczenia grupowe finansowane w 100% przez pracodawcę etc.). Wyeliminowałoby to wielu #januszebiznesu – z jednej strony wielu z nich jest nimi, bo zmuszają ich koszty pracodawcy a z drugiej wielu słabych pracodawców nie przetrwałoby w takim „ustroju”.

Plan wyjścia z tego impasu? Jakiś mam. Pewnie niedoskonały ale co tam.

Krok 1. – Większa wolność pracowników. Powinni tak jak pracodawca móc zadeklarować kwotę, którą chcą płacić.
Krok 2. – Uwolnienie kosztów zatrudnienia po stronie pracodawców – likwidacja „brutto brutto”.
Krok 3. – Wprowadzenie wyższego podatku od wynagrodzeń i podatku „na obecnych emerytów” przy likwidacji składek ZUS
Krok 4. – Ostatni państwowy emeryt = koniec podatku „na emerytów”, pozostaje tylko podatek od wynagrodzenia i baw się Jasiu sam.

Źle?

#oswaidczenie #pieniadze #emerytura #zdrowie #zus #biznes #januszebiznesu #podatki