Związek gracza z wydawcą gier…

Kategorie Biznes

Związek gracza z wydawcą gier jest jak kobieta z bordeline.
Bywa słodka, są iskry, ale czasem ktoś musi dostać w mordę.

Marketing gry Valorant. Jak wytresować klienta pokazuje Riot.

Lubicie być bombardowani reklamami?
A gdybyście musieli oglądać reklamę masła przez dwie godziny, by móc w ogóle je nabyć? Szaleństwo prawda? Przecież nikt nie jest tak głupi, by się na to godzić… Otóż są i to setki tysięcy, jak nie miliony konsumentów.

W miejscu pełnym geniuszy i głupców
Witamy w branży gier, gdzie pogadamy o tym jak się kręci i bajeruje konsumenta! Ta branża wiele razy wymykała się standardom promocji i wyznaczając nowe szlaki, a to co teraz robi to Riot za sprawą nowej gry Valorant, nazwałbym manipulacyjnym marketingiem.

Całkiem (nie)przyzwoity marketing

Sprzedawanie jest jak gra wstępna. Sprzedawca udaje, że nie chodzi mu tylko o jedno, a klient udaje, że nie widzi tych nieudolnych podchodów. I póki te dwie strony są zadowolone z tego flirtu to wszystko porządku jednak, gdy ktoś czuje się za mocno pchany, na dodatek nie tak jak lubi, to zabawa się kończy, a zaczyna się presja i szantaż emocjonalny.

Marketing nigdy nie był moralny i nie będę Was okłamywał, że jest inaczej. W swojej książce też wykładam sprawę jasno. Różne rzeczy widziałem pracując różnych firm czy agencji niejednokrotnie mi to udowodniły i pozbawiły złudzeń. Marketing nie musi być moralny, musi być skuteczny, zwłaszcza gdy codziennie jesteśmy atakowani nim ze wszystkich stron.

CYBERPUNK! krok milowy w reklamie

Hitem zeszłego roku był Keanu, który jak Neo z Matrixie zabłysnął podając rękę graczowi na końcu migawki z Cyberpunka. Świat wybuchł, akcje poszybowały w górę, na dodatek „przypadkowo” kampania zbiegła się z oczekiwaną premierą John Wicka 3. Cóż za przypadek, prawda?

Gwiazdy w produkcjach to jednak spory kłopot, bo mogło się wydarzyć dziesiątki rzeczy, które wyłożyłoby tę starannie zaplanowaną akcję. Tam jednak się udało i o Cyberpunku w 2019 mówili wszyscy, a my jesteśmy BREATHTAKING!

To były piękne dni jak śpiewała Halina Kunicka

Przy celebrytach reklamujących nasze produkty zawsze jest problem albo będzie, to tylko kwestia czasu.

Podstawowy jest taki, że nie ma pewności jak wszystko odbije się na marce i czy będzie warte wydanej kasy. Byłem za kulisami różnych marketingowych projektów w Polsce i wiele na papierze wyglądało zjawiskowo, podczas gdy w realizacji coś się zawalało. Tak bywa, nie da się wszystkiego przewidzieć, nie w reklamie. Zatrudniony dla klienta celebryta może być super wabikiem uwagi, ale może też przynieść wiele szkód, bo nie wiecie czy rano nie zostanie oskarżony o popularne ostatnio molestowanie.

W 2022 miał pojawić się nowy Flash z Ezza Millerem, ale gdy niedawno po pijaku napadł po kobietę, jego rola w filmach Warner Bross jest pod znakiem zapytania, a przecież nie tak dawno był twarzą nowego filmu.

Dlatego, zawsze planując kampanię z celebrytami opcja ich zniesławienia jest brana pod uwagę. Rozsądna marka przed zatrudnieniem gwiazdora dobrze go prześwietla by zobaczyć jakie trupy są w szafie, bo każdy jakieś ma. Oprócz tego musi jeszcze dużo zapłacić, ale nawet sława i ładna buzia to za mało by się wybronić, jeśli szambo wybije za mocno.
Całkiem udany film „Aquaman” w drugiej części straci prawdopodobnie rudą syrenkę Amber Heard po tym, jak ta poszła na medialną wojnę z Johnnym Deppem, swoim byłym mężem.

Walczą ze sobą na widoku kamer i internautów i niezależnie od tego, kto z nich ma rację to angażowanie ich do filmów czy reklam to w tym momencie spore ryzyko. Nawet kiedy jest spokojnie i znana twarz promująca nasz produkt zachowuje się odpowiednio to nigdy nie ma pewności, czy jej uczestnictwo w kampanii może się nie przełożyć tak dobrze na markę jak chcemy.

Gwiazda to po protu duży koszt, a niepewne zyski

Nie tak dawno Fortnite organizował turnieje, na których celebryci tacy jak raper Drake czy Trawis Scott grali w Fortnite, a nawet występowali w grze. Riot tymczasem zrobił ogromną burzę wokół swojej marki wydając ani grosza na główne działa.

W betę Valorant można było się dostać jedynie przez oglądanie streamów. I to nie byle jakich, tylko specjalnie wybranych, którzy transmitując grę z Valorant dawali widzom szansę wylosowanie klucza.

Chcesz zagrać?
Patrz jak grzeczny piesek na to, jak grają inni i śliń się
Może wylosujesz grę

Może” to słowo klucz, bo pomimo spędzonego czasu na oglądaniu dzieciaków, którzy grali w Valorant, mogłeś nigdy klucza nie wylosować. Według Riotu trzeba oglądać streama przed dwie godziny by mieć szansę na dostanie klucza. Niby fajnie, ale zdaniem wielu tego typu marketing to krok za daleko.

Dodatkowo wielu graczy pisze, że średnio trzeba poświęcić na oglądanie dużo dłuższego czasu niż twierdzi RIOT. NAWET 10-20 GODZIN, dlatego są i tacy, którzy ustawiali bota, śledzącego streama za nich. Nie muszę tu dodać, że takie osoby były i są banowane, bo zdaniem RIOTU wymuszanie oglądania by mieć szansę na grę jest legalne, ale już oglądanie za pomocą bota takie nie jest?

Na Reddicie rozgorzała duża dyskusja na ten temat, jedni krytykują takie rozdawanie kluczy, inni popierają. Jednak jak się bliżej przyjrzeć to podobne zagrywki widzimy od lat, nawet… w realnym świecie.

Co roku, sieć zalewa seria zdjęć z premiery Apple, pokazująca setki ludzi koczujących w śpiworach na premierę Iphona. Chcą kupić jako pierwsi, tylko to się dla nich liczy tego jednego dnia w roku. Jedni się z nich śmieją, inni kpią, ale są wierni. Gotowi dosłownie cierpieć, aby zdobyć produkt. Riot budując markę Valorant idzie podobną polityką. Oglądanie bywa przyjemne tylko jeśli oglądasz to albo tego co lubisz.

Tu jednak tak przyjemnie nie było, a streamy były czasem nudniejsze niż facet w łódce.
Musiałeś oglądać konkretne osoby aby mieć szansę na klucz, co często oznaczało drogę przez mękę jeżeli obserwowany np. nie umiał grać.

Pamiętacie irytację, gdy w interaktywnym programie HUGO próbując dodzwonić się do studia oglądaliśmy ludzi, którym nie szło i przez godzinę przegrywali w HUGO, podczas gdy my nie mogliśmy się dodzwonić? Tutaj irytacja była większa i na masową skalę, ale z podobnych pobudek.

Dodajmy tu, że kluczy było dużo mniej niż chętnych, więc w większości przypadków kończyło się na tym, że musiałeś oglądać, ale dostanie klucza i tak pewne nie było.

Mus wybierania tych, a nie innych streamerów

To tak jakbyście mieli 10 sklepów koło siebie z tym samym asortymentem, ale miłościwie panujący cesarz kazałby wam robić zakupy akurat w jednym, bo to syn szwagr… tzn, bo jest ustawa dobra dla obywateli.

W podręcznikach podpada to pod „miękkie formy represji”. O ile tradycyjna przemoc to przemoc fizyczna albo psychiczna, o tyle miękka represja działa na nieoczywistych poziomach, poprzez stygmatyzację, miękka kontrole nad grupą docelową. Cel to wymuszenie posłuszności i konkretnego postępowania wg narzucanego przez nas schematu.

Czy nie jest tak w wypadku zmuszania do oglądania osób, które po prostu chcą zagrać? Czy ludzie wystający pod Apple po nowy telefon jabłkiem nie są stygmatyzowani i wyśmiewani publicznie przez innych?

Oczywiście, że są, bo producenci kreują te procesy, nie dzieje się tak przez przypadek tylko z konkretnych pobudek jakimi jest wychowanie gracza.

Kilka słów o represji znajdziecie m.in w pracy naukowej pana Jarosława Chodaka pt. „Paradoks represji.

Warto zajrzeć.

http://kontekstyspoleczne.umcs.lublin.pl/wp-content/uploads/2019/10/Chodak-6-2-2018.pdf

Dobry klient jest jak wierny pies

Kocha swojego pana chorą miłością i musi naprawę zostać skrzywdzony by tego pana w rękę ucapić.

Jak w tym żarcie, który opowiada, że jak zamykamy żonę i psa w bagażniku na noc, to po otwarciu tylko pies się ucieszy, a żona słusznie zadzwoni na policję.

Kto tu głupio postępuje? Pies, kobieta, czy może mąż? Kim my jesteśmy w procesie zakupowym?

Dzisiaj, gdy każdy ma dostęp do setek tanich gier, by zdobyć rynek dobra gra to za mało. Potrzebna jest ideologia!

Tak oto zaczyna się budowanie gry jako produktu, o który od początków trzeba walczyć. To spaja tę wybraną społeczność i nawet jak gra jest słaba to ludzie z nią zostaną, bo czują się częścią wspólnoty.

Tacy gracze często czują się lepsi od tych, którzy przypłyną później, bo są z tytułem w elitarnej, wyselekcjonowanej grupie od samego początku. Znacie tych napinaczy na forach, którzy zawsze wiedzą najlepiej, wszędzie byli i uważają się za elitę? Tak się rodzą.

W tej grupie tworzą się przyjaźnie, klany, więzi, które po premierze pozostaną.

Po pewnym czasie wytresowany gracz nie będzie pamiętał, że aby zagrać oglądał streama kogoś, kogo nie lubił. Że była to męka psychiczna i wykonywanie poleceń. On zapomni ale twórcy kampanii reklamowych to pamiętają i pamiętać będą.

Przy każdej premierze Apple w mediach widzimy obrazki z kolejkami „wyznawców”, którzy koczują pod sklepami na otwarcie. Dla zwykłego gościa. np użytkownika telefonów Xiaomi jest o śmieszny widok i powód do beki, ale dla właściciela marki to spełnienie marzeń.

A ludzie tak godzinami stojący są dumni czując się częścią grupy uprzywilejowanej, chociaż tak naprawdę są zapatrzeni w markę.

Streamy przy reklamowaniu gier były od wielu lat

Fortnite było grą, która na początku swojego rozkwitu płaciła dużo streamerom za to, żeby tylko na oczach widzów grali w Fortnite. Znane nazwiska streamerów przyciągały graczy, którzy obserwowali poczynania w grze swoich idoli.

Lubiłeś kogoś oglądać, ten grał w grę, więc może i ty w nią zagrasz. Normalna sprawa. Borewicz jeździ poloneem, oglądam go i może też taki sobie kupie, a przynajmniej tak się łudzę.

Riot płacić nie chciał…. i nie musiał

Po co płacić streamerom za promocję, jak można było wysłać klucze mało popularnym streameróm i zmusić ludzi do oglądania tych streamów, bo to jedyna szansa na wylosowanie klucza.

Przetarte szlaki

Oczywiście Valorant nie jest to pierwszą grą, która zmusza do oglądania. Gra Warframe przy każdej większej aktualizacji robi tak samo, oferując szanse brania udziału w zamkniętych testach nowych dodatków tym, którzy spędza na streamie wystarczająco długo.

Tak wygląda cykliczne stymulowanie klienta

Wyświechtane w branży reklamowej Call to Action, czyli wezwanie do działania to dzisiaj coraz rzadziej post na Facebooku, a częściej wymuszenie konkretnych zachowań poprzez specyfikę produktu. Zadzwoń, zostaw opinię, zarejestruj produkt, zrób dwa fikołki, wylej wodę na głowę, a być może coś Ci damy. MOŻE!

Jak laska na Tinderze, która ma 20 gości sparowanych, a gada z jednym, pozostali to opcja zapasowa. Elementy te wykorzystywała chociażby gra Escape from Tarkow, którą w pewnych momentach śledziło 250 tysięcy widzów jak piszą na Reddicie.

Z okazji Nowego Roku twórcy EaT oferowali przedmioty w grze. Warunkiem do ich zdobycia było nie tylko posiadanie kopii gry, ale udostępnienie danych oraz dopisanie konta Twich do konta gry. Ale to nie wszystko, bo oprócz tego konieczne było oglądanie jednego z odpowiedniej ilości streamer by ten klucz uzyskać, czasem przez długie godziny by odpowiednim momencie napisać dany tekst na czasie.

Dokąd zmierza tresura klienta?

Angażowanie klienta w produkt to jeden z filarów obecnego marketingu, ważniejszy często niż sam pojedynczy zakup. To nie chodzi o to, by dokonać sprzedaży, bo Valorant nie zarabia na becie, ale by klient czul się częścią projektu nawet i potem dał zarobić. By to się udało, musi się czuć zaangażowany, w to, co jak i co robimy.

Twórcy Valorant mają do tego bardzo dopasowany storytelling. Większość przekazu, który idzie od nich w eter nie ma na celu informować o szczegółach rozgrywki, bo kogo to obchodzi, prawda? Celem ich materiałów jest słusznie lub nie wmawiać grupie docelowej, że wszyscy chcą grać w ich grę. Taki przekaz jasno ma mówić, nasza gra jest mega, wciąga jak narkotyk, każdy jej pragnie. TY TEŻ!

Wielu po obejrzeniu materiałów z takim przekazem może samemu poczuć chęć do gry, nawet nie musi być nawet fanem gatunku jaki Valorant prezentuje. Tak oto koło się nakręca i kolejna osoba rzuca się do oglądania obcych ludzi by dostać klucz do czegoś, czego nawet nie wie czy chce. Konsumpcjonizm XXI wieku na przykładzie prostej gry.

Nasza gra jest mega, wszyscy ją chcą, ty też powinieneś

Czy to marketing czy już manipulacja… zdania są podzielone wszędzie, nawet na Reddicie doszło do wielu kłótni wywoływanych przez ludzi, którzy zarzucają Riotowi nieetyczne zagrywki.

Jeden z wielu streamerów, który jest zaniepokojony tym zjawiskiem.
Taka kolej rzeczy też nie jest dziełem przypadku, bo marka polaryzuje, aby klienci zaangażowali się w nią po jednej ze stronę. Możesz nas nie lubić, ale nie możesz być obojętny!

Samsung vs Apple, Cola vs Pepsi, Legia vs Wisła.
Musisz śledzić, lajkowac, zostawić łapkę, wybrać jedną ze stron mocy. Musisz mieć zdanie, a jak go nie masz przyjąć zdanie innych!

Zakup to dla dużych marek za mało, bo od swoich wyznawca… klientów oczekują dużo więcej. Zaangażowania emocjonalnego w sprawę.

Pytanie tylko, dokąd to zmierza?

Już teraz wypłacając pieniądze musimy oglądać reklamę na bankomacie. Chcąc zagrać w grę trzeba oglądać jak inni grają. W budowlanym trudno zapłacić nie będąc bombardowanym dziesiątkami ofert, pytań nasze miejsce zamieszkania czy rozmiar majtek.

Może jutro przed półką z masłem będziemy musieli obejrzeć jak kuso ubrana pani je ubija, a za tydzień będziemy robić to za nią, by przy kasie jeszcze za to zapłacić? Fakty są takie, że żyjemy w ciekawych czasach, które warto obserwować będą świadomym konsumentem, ale zwłaszcza będąc przedsiębiorcom, by tego co robimy w zalewie konkurencji nie dało się przeoczyć

Tego wam życzę!

Wszystkiego dobrego i zdrowia!

LINK do źródła z przypisami, filmami, zdjęciami do artykułu.

#likemedia tu będę czasem publikował treści związane z marketingiem, reklamą i biznesem, ale zawsze na luzie i bez lania wody o wychodzeniu ze strefy komfortu 🙂
==============================================
link do artykułu
#marketing #biznes # #ciekawostki #startup #prasa #gry #valorant #gruparatowaniapoziomu

poprzedni mój w wpis o CDACTION jest do również na wykopie
LINK